Rozmowa z Katarzyną Piekarską, posłanką Koalicji Obywatelskiej. 

Z jakimi nadziejami jako poseł weszła Pani w 2021 rok?

Prawdę mówiąc, raczej z deficytem nadziei i zapewne nie jestem pod tym względem wyjątkiem. Nie należę do pesymistów i dostrzegam światełko w tunelu, jakie dają szczepionki, jednak dręczy mnie także lęk, że ciężkie chmury zawisły nad światem i że najgorsze być może ciągle jeszcze przed nami. Muszę o tym pamiętać także jako poseł – najważniejszą sprawą jest obecnie zapobieganie i przeciwdziałanie dramatycznym skutkom pandemii w każdej dziedzinie i na wszelkie możliwe sposoby.

Jak na Pani pracę w Sejmie wpłynęła pandemia i związane z nią ograniczenia?

Staram się rzetelnie wywiązywać z wszelkich obowiązków bez taryfy ulgowej, choć dwukrotnie trafiłam do szpitala na konieczne i pilne badania. Istotną zmianą jest udział w pracach sejmowych i debatach publicznych częściej w trybie on-line i przymusowe ograniczenia w kontaktach bezpośrednich. Odbywam jednak spotkania i konsultacje w swoim biurze poselskim – oczywiście w pełnym reżimie sanitarnym. A kiedy trzeba – także wizyty kontrolne i interwencyjne w tzw. terenie, jak np. podczas kontroli schroniska dla zwierząt w Radysach. Bardzo tęsknię za światem, jaki znaliśmy przed pandemią.

W społeczeństwie nie brakuje koronasceptyków, którzy nie chcą nosić maseczek. Takie osoby są również w Sejmie, np. wśród posłów Konfederacji. To chyba nie najlepszy przykład dla obywateli?

Noszenie maseczek powinno pozostać poza dyskusją, bo to absolutne minimum wysiłku, na jaki każdego stać. Niektóre zachowania kolegów z Konfederacji uważam za zbędną ekstrawagancję. Oceniam takie postawy jako skrajnie egoistyczne, bo nawet bezwiednie można kogoś zarazić. Skoro obywatele muszą nosić maseczki, to i posłowie powinni się poddać tym rygorom. Nie ma świętych krów.

Jakie działania rządu dotyczące COVID-19 zasługują w Pani ocenie na pochwałę?

Dobrą decyzją był szybki lockdown i zamknięcie szkół na początku pandemii w marcu, ale już latem rząd stracił wiele czasu, kiedy zajmował się głównie sobą i rekonstrukcją – zamiast budować szpitale tymczasowe i przygotowywać plany szczepień. Na pochwałę zasługuje też ostateczna zgoda na budżet 2021–2027 i związanego z nim Funduszu Odbudowy, bo wspólny front walki ze skutkami pandemii i solidarność europejska to kwestie najwyższej wagi. Inne działania cechował jednak chaos i brak konsekwencji, maskowane nieznośną propagandą.

Uważam, że rząd powinien wykazywać więcej samokrytycznej refleksji i gotowości do dialogu z opozycją, bo tarcze antykryzysowe, forsowane ustawy, plany szczepień i mobilizacja służby zdrowia nie są wolne od błędów. Dobitnie świadczą o tym m.in. liczby codziennych zgonów czy reakcje przedsiębiorców i samorządów zatrwożonych widmem bankructwa. Tarcze pomocowe okazały się częstokroć dziurawe i nie objęły wielu branż, które przez pandemię stanęły nad przepaścią. Tylko ktoś czerpiący wiedzę o świecie z audycji TVP Info może mieć poczucie niczym niezmąconej satysfakcji z działalności rządu Morawieckiego.

Pod koniec października, gdy Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie w sprawie aborcji, znajdowaliśmy się jako kraj w drugiej fazie pandemii. Czy spodziewała się Pani tak pospolitego ruszenia kobiet po tej decyzji?

Orzeczenie Trybunału w sprawie aborcji to był czarny dzień dla praw kobiet w Polsce. Wydanie orzeczenia w okresie pandemii to skrajna nieodpowiedzialność. Protestów należało się spodziewać. Jestem przekonana, że tego haniebnego orzeczenia nie zapomni prawicy dorastające pokolenie wyborców.

Dołączyła Pani do protestujących, a może dostała gazem po oczach?

Nie dostałam gazem po oczach, ale widziałam, jak często policjanci sięgali po ten środek przymusu bezpośredniego w stosunku do pokojowo demonstrujących kobiet. Nie oszczędzili także posłanek. Zdjęcia Barbary Nowackiej, której policjant psiknął gazem dwukrotnie (mimo że nie stanowiła żadnego zagrożenia), obiegły wszystkie media. Skandalem było także bicie kobiet na protestach teleskopowymi pałkami. Trzeba jednak przyznać, że nie wszędzie policjanci zachowywali się w ten sposób. Brałam udział w protestach w wielu mniejszych miastach, m.in. w Mrągowie, i tam policjanci po proteście dostali nawet oklaski.

Demonstracje kobiet usunęły nieco w cień protesty rolników i hodowców zwierząt futerkowych, którzy nie chcą ustawy nazwanej piątką Kaczyńskiego. Niby wszyscy przejmujemy się losem zwierząt, skąd więc taki sprzeciw?

Protesty rolników i hodowców zmobilizowały przeciwko projektowi ustawy także niektórych polityków, którzy doprowadzili do zahamowania prac legislacyjnych, m.in. do zapowiedzi prezydenckiego weta. Żałuję, że zabrakło szerokiej dyskusji, bo lepsze traktowanie zwierząt nie stoi w sprzeczności z interesami rolników, a wiele postulowanych rozwiązań nie budzi niemal żadnych kontrowersji, jak np. zakaz występów zwierząt w cyrkach, który popiera ponad 80% społeczeństwa, trzymania psów na łańcuchach, potrzeba czipowania czy sterylizacji zwierząt właścicielskich, uregulowanie sytuacji zwierząt wykorzystywanych w pracy służb mundurowych czy choćby zakaz egzekucji komorniczych na zwierzętach domowych. Przyznaję, że do najtrudniejszych kwestii należy postulat zakazu hodowli na futra oraz regulacje dotyczące uboju rytualnego. Cóż, być może na niektóre zmiany trzeba dłużej poczekać, ale nie tracę nadziei, że uda się uchwalić zakaz hodowli na futra w obecnej kadencji. Oczywiście z odpowiednio długim okresem wprowadzania w życie nowych przepisów ustawy i rekompensatami dla wygaszanej branży.

W Sejmie jest Pani szefową Zespołu Przyjaciół Zwierząt. Jakie projekty dotyczące zwierząt złożyła Pani w Sejmie?

W grudniu 2019 roku złożyłam projekt ustawy o ochronie zwierząt, w którym postulowałam modyfikację dwóch przepisów, dotyczących zakazu występów zwierząt w cyrkach, oraz uregulowania sytuacji psów na służbie. Wydawało mi się, że to niekontrowersyjne zmiany i szybko zostaną uchwalone. Został też złożony projekt postulujący czipowanie psów właścicielskich. To ważna regulacja, która również czeka na pierwsze czytanie. Ponadto pracuję nad zakazem sprzedaży petard hukowych osobom prywatnym.

Czy uważa Pani, że przez ostatnie lata zmienił się nasz stosunek do zwierząt?

Od lat 90., gdy złożyłam projekt ustawy o ochronie zwierząt, dokonała się znaczna przemiana w kwestii humanitarnej ochrony zwierząt. Dziś coraz więcej osób rozumie kluczową dewizę tej ustawy, że zwierzę nie jest rzeczą. Przyznaję jednak, że wiele pozostaje jeszcze do zrobienia. Ważną rolę przypisuję programom edukacyjnym, bo szacunku do otaczającego nas świata przyrody i empatii dla naszych braci mniejszych powinniśmy się uczyć – jak tabliczki mnożenia – od najmłodszych lat.

W Sejmie pracuje Pani w Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz w Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Z wykształcenia jest Pani radcą prawnym. Zanim wróciła Pani jako poseł do Sejmu, pracowała Pani w jednej z warszawskich kancelarii prawnych, więc problemy sądownictwa zna Pani z własnej praktyki zawodowej. Jak ocenia Pani reformy, jakie w sądownictwie wprowadza PiS?

Brakuje prawdziwej reformy zamiast tzw. deformy, z jaką mamy do czynienia. Lata władztwa Zjednoczonej Prawicy upływają, a obywatele niezmiennie długo albo jeszcze dłużej muszą czekać na finał swoich spraw w sądzie. Pandemia pokazała, że bardzo by się przydały rozprawy on-line, ale nie wszystkie sądy mają możliwość przeprowadzenia postępowania w takim trybie. Póki co PIS skupia się na walce o władzę, na opanowywaniu i dyscyplinowaniu poszczególnych sądów oraz zastraszaniu sędziów, a zaległości w rozpatrywaniu i rozstrzyganiu spraw sądowych ciągle rosną. Czekamy m.in. na nowoczesną ustawę o biegłych sądowych – z własnego doświadczenia wiem, że oczekiwanie na ekspertyzę biegłego sądowego trwa niekiedy ponad rok. Szalenie ważne jest także przywrócenie niezależności prokuratury od decydentów politycznych.

(…)

Więcej w wydaniu drukowanym czasopisma Świat Elit 1/2021 (142)

Rozmawiała Małgorzata Saliw

Fot. Dara De Narmont

Magazyn „Świat Elit” od nr 1/2022 dostępny jest także w wersji PDF