Rozmowa z Maciejem Brzozowskim, autorem „Rajskich ptaków”. To książka o samcach. O pozach. O popisie. O strategiach przetrwania – biologicznych i społecznych. Rajskie ptaki jako metafora – efektowna, prowokująca, nieco przewrotna.

Dlaczego „Rajskie ptaki”? Skąd pomysł, by właśnie tak nazwać bohaterów książki – kontrowersyjnych i charyzmatycznych Włochów?
Kontrowersyjny i charyzmatyczny może być też rajskim ptakiem. To ukłon w stronę jednego z najbardziej oszałamiających gatunków natury. Te ptaki to czysta demonstracja przesady: kolorowe, dziwacznie piękne, jakby zaprojektowane przez artystycznie rozbuchaną sztuczną inteligencję. I – dodajmy – zupełnie niepoprawne politycznie, bo cała ta feeria barw, piór i pozycji należy wyłącznie do samców. Rajskie ptaki od zawsze miały znakomity PR. Ich opisy rozgrzewały wyobraźnię Europejczyków już od XVI wieku, a romantyczni polscy ornitolodzy nazywali je cudowronkami. To zjawiskowe stworzenia, które całym sobą – strojem, ruchem, śpiewem – próbują przyciągnąć uwagę. Flirt, taniec, kolor, hałas – wszystko na pokaz. Tak, właśnie o tym jest ta książka. O samcach. O pozach. O popisie. O strategiach przetrwania – biologicznych i społecznych. Rajskie ptaki jako metafora – efektowna, prowokująca, nieco przewrotna.
Czy któryś z opisywanych mężczyzn jest Pana osobistym idolem? A który wzbudza największą ambiwalencję?
Zacznę od ambiwalencji – to na pewno dwóch bohaterów: przedsiębiorczy (choć to słowo nie oddaje jego natury) Silvio Berlusconi oraz charyzmatyczny, choć silnie związany z faszyzmem, Ettore Muti. Wszystkich moich bohaterów w większym lub mniejszym stopniu darzę szacunkiem, ale mam wyjątkową słabość do właściciela Fiata, Giovanniego Agnellego, którego miałem przyjemność poznać (i tłumaczyć podczas oficjalnych spotkań) w ciągu moich dwunastu lat spędzonych w koncernie FIAT. Wyjątkowa charyzma, nienaganna kultura osobista i oszałamiająca żona – to dopiero rajski ptak par excellence. No i – geniusz minimalizmu – Giorgio Armani, który pozwolił i kobietom, i mężczyznom oddychać. Męski Chanel XX wieku, wyzwoliciel, który oswobodził nas z sztywnych ubrań i pokazał, że klasyczna elegancja i styl casual nie muszą być ani pompatyczne, ani nudne, ani niewygodne.
Włosi z książki są barwni, ale też momentami toksyczni, niepoprawni. Czy dziś jeszcze mogą być inspiracją – czy tylko symbolem epoki, która minęła?
Nie tylko mogą – oni wciąż są inspiracją. Wcale nie uważam, że są toksyczni czy niepoprawni. Są tacy, jak przedstawiciele każdej innej nacji, z tą różnicą, że to naród młody – zaledwie 170 lat (licząc od 1860 do 2025). Kraj patchworkowy, pełen różnic kulturowych, co niesamowicie ożywia społeczeństwo. Inspirują, bo mają fantazję. Od dzieciństwa otacza ich sztuka, a radość życia przekazują sobie z pokolenia na pokolenie – jak domy, jak ogrody, jak rodzinne opowieści. To żywe dziedzictwo pasji i ekspresji.
Jest Pan od lat znany z miłości do Italii. Co najbardziej fascynuje Pana we włoskim sposobie bycia – i co Polacy mogliby od Włochów „ściągnąć”?
Radość życia, o której mówiłem wcześniej, umiejętność bycia na luzie – ale w sposób wyważony, bez spoufalania się. Mam tu na myśli Włochów, których poznałem, z którymi pracowałem. Turyści mogą odnieść wrażenie, że cały półwysep to kraj ludzi klepiących po ramieniu i żywiołowo okazujących sympatie. Turystom 😊
Gdyby miał Pan wskazać jedno włoskie miasto – niekoniecznie Rzym czy Florencję – które oddaje ducha „Rajskich ptaków”, to które by to było?
Wenecja! Miasto tak niesamowite jak rajskie ptaki. Posadowione na drewnianych palach wbitych w dno morza, tajemnicze, majestatyczne, oszałamiające – absolutnie wyjątkowe.
W książce są też postaci kontrowersyjne – Berlusconi, d’Annunzio, Enrico Muti. Czy uważa Pan, że o trudnych biografiach należy pisać inaczej niż o bohaterach pozytywnych?
Uważam, że należy pisać obiektywnie i dać czytelnikowi szansę na własną ocenę takich „trudnych” biografii. Przynajmniej staram się być obiektywny – często za pomocą lekkiej ironii, która bierze się z dystansu do bohaterów. To konieczne, żeby właściwie nakreślić ich portret.
Jest Pan także dyrektorem PR jednej z największych grup medialnych w kraju. Czy PR-owiec piszący książkę musi walczyć z wewnętrzną autocenzurą?
Piarowiec piszący książkę to trochę jak dr Jekyll i Mr Hyde. Zakładam pisarski kapelusz i startuję. Autocenzura – w pewnym zakresie – jest zresztą wskazana w każdej pracy.
Jak wygląda Pana proces twórczy – pisze Pan „po włosku”, czyli impulsywnie, czy raczej według precyzyjnego planu i harmonogramu?
Chaos to moje trzecie imię 😊 Myśli się kłębią, ale w końcu znajdują ujście w narracji. Zazwyczaj każdy rozdział muszę sobie „przejść” – pospacerować z nim, przemyśleć, zanim zacznę pisać. Oczywiście wcześniej obowiązkowy etap zbierania materiałów, czytania, surfowania. To też bardzo ekscytujący moment.
Czy dziś – w czasach kultury algorytmów – jest jeszcze miejsce na silne osobowości takie jak bohaterowie Pana książki? Czy „rajskie ptaki” wyginęły?
Jakie ciekawe pytanie! To prawda, moje ptaki nie należą do najmłodszego pokolenia i trudno byłoby mi dziś znaleźć ich odpowiedniki wśród dwudziesto- czy trzydziestolatków. Ale to nie kwestia algorytmu – raczej czasu. Człowieka naprawdę poznaje się dopiero po jego życiowych wyborach, po całym życiu – a nie po kilku sezonach popularności. Silne osobowości wciąż są – potrzebują tylko czasu, żeby dojrzeć i rozwinąć skrzydła.
Czym jest elitarność dla Pana osobiście – dziś, gdy granice między masowym a prestiżowym tak często się zacierają?
Elitarność to coś, co się czuje, a nie nosi na pokaz. Pojęcia „masowość” i „prestiż” zmieniają się szybko i płynnie. Dla mnie elitarność to możliwość spotykania ciekawych ludzi, bywania w intrygujących miejscach, uczestniczenia w wyjątkowych wydarzeniach. Uważam to za dar – i dlatego czuję się wyróżniony.
