Reklama

Rozmowa ze Stanisławem Żelichowskim, posłem PSL i wiceprzewodniczącym Rady Naczelnej PSL

 
Jak Pan ocenia, już tak na chłodno, ubiegłoroczne wybory samorządowe? Żadne głosowanie w ostatnich latach nie wzbudziło tylu emocji.
To nasz polski dylemat, jak pisał poeta „szlachta na koń wsiędzie, my z synowcem na przedzie i jakoś to będzie”. W Polsce „jakoś to będzie” trwa przez pokolenia. Tak było też podczas tych wyborów. Politycy pomylili Krajowe Biuro Wyborcze z Państwową Komisją Wyborczą, która jest strażnikiem świętego ognia, bo przecież wybory są świętem demokracji. Natomiast Krajowe Biuro Wyborcze miało zorganizować liczenie głosów, zapewnić sprawny system elektroniczny. Pracownicy biura – a jest w nim zatrudnionych około 400 osób – mieli za zadanie przetestować system, aby w dniu wyborów działał. Można zapytać, czym się zajmowali, skoro system zawiódł. Druga sprawa, przyjęliśmy w Polsce dziwną zasadę, że przy rozstrzyganiu przetargów wybieramy ofertę z najniższą ceną. Uważam, że nie stać nas na taki luksus. 
 
Ale to przecież Sejm uchwalił takie prawo.
Przypomnę, że stało się to kilka lat temu, w atmosferze podejrzeń korupcyjnych, których dopatrywano się na każdym kroku. Mam nadzieję, że ten warunek się zmieni, bo mamy dziś dyrektywę unijną, która mówi, że przy przetargu należy brać pod uwagę sześć różnych czynników, a nie tylko cenę. Państwa członkowskie muszą ją teraz wdrożyć. Krajowe Biuro Wyborcze wybrało najtańszą ofertę, nikt nie sprawdził firmy, która ją przedstawiła. System informatyczny nie działał tak, jak powinien, zaś całe odium spadło na Państwową Komisję Wyborczą, która nie była temu winna. My zrobiliśmy z tego problem niemal europejski. Odbierałem telefony od znajomych z zagranicy z pytaniami, co się u nas dzieje, bo lider opozycji mówi z sejmowej trybuny, że wybory zostały sfałszowane. Partie, które przegrały wybory, postanowiły znaleźć winnego, a nie przyznać się do porażki.
 
Czy nie był Pan zaskoczony skalą sukcesu PSL-u w wyborach samorządowych?
Dotychczas obowiązywała zasada „gdzie dwóch się bije, tam obaj zyskują”. Teraz okazało się, że wyborcy mają już dość takiej bijatyki. Przez lata uchodziliśmy za partię mało wyrazistą, bo wyraziste są te, które walczą. PSL starał się łączyć, a nie dzielić. Już nie jest obciachem głosować na PSL. Kościół katolicki zachował się przytomnie i nie wskazywał na kogo głosować, lecz tylko wzywał, aby pójść głosować. Przypomnę, że 8 lat temu, w moim województwie, czyli warmińsko-mazurskim, zdobyliśmy 16 proc., 4 lata temu było 24, obecnie – 37. Czy to przypadek? Cały czas pięliśmy się do góry i myślę, że jeszcze nie uzyskaliśmy górnego pułapu. Mam nadzieję, że te 37 proc. to nie jest ostatnie zdanie.
 
Wiecej w numerze

Partnerzy

abk_logo kdm_logo zpap_logo teraz_polska_logo bok_logo kt_com_logo kopd_logo mediatory_logo_2 logo_lp
zamek_krolewski_logo perly_medycyny_logo mfr_orzel2013_logo mgr_orzel2013 mpr_orzel2013 gat_2013_logo logo_pp spp_2013 egd logo
 bwl logo  thingsbulb  cbck logo orly_budownictwa_logo rig_logo_2  logo kart arena  Platforma  retail logo