Reklama

Rozmowa ze Stanisławem Soyką, muzykiem


dodawac_otuchy_1Zaczął Pan śpiewać bardzo wcześnie i miało to miejsce w kościele. W jakiś sposób muzyka chóralna czy religijna wpływa w ogóle na Pana twórczość muzyczną, np. w zakresie komponowania czy budowania utworów?
Tamto doświadczenie było niezwykle dla mnie ważne, dlatego że zacząłem śpiewać jako 8-letni chłopak w sopranach, byłem wtedy już drugi rok w klasie skrzypiec w szkole muzycznej, a zatem czytałem już nuty. Jak się człowiek uczy grać na skrzypcach, to nie jest to muzyka. To jest zmaganie się z motoryką, z manualnością tego działania. Zanim człowiek wyda dźwięk, który ma wartość muzyczną, to mija parę lat. Śpiewałem natomiast, odkąd pamiętam. To, że umiałem czytać nuty, pozwoliło mi pławić się w muzyce. To pozostało we mnie do dziś; jako meloman słucham głównie baroku, chociaż kocham też wiedeńskich klasyków. Ale kiedy słyszę muzykę renesansową czy średniowieczną, zawsze podgłaśniam radio.
Lubię tę muzykę, tak jak lubię jazz. Moja muzyka zawiera te doświadczenia i aspekty, np. dość sztywne przywiązanie do harmonii klasycznej. Od najmłodszych lat miałem przekonanie, że zbyt szybko w naszym świecie rozstajemy się z pięknem, które ktoś 200, 300 lat temu pozostawił.


Później skierował się Pan w stronę jazzu, bluesa. Co było wówczas urzekającego w tej muzyce? To chyba była nie tylko moda?
To było doświadczenie późniejsze, właściwie licealne. Moje liceum znajdowało się na parterze pięknego budynku, a na pierwszym i drugim piętrze była Akademia Muzyczna i funkcjonował już wydział jazzu i muzyki rozrywkowej. Studiowali tam tacy ludzie, jak Sławek Kulpowicz, Jarek Śmietana – świetni muzycy jazzowi – i to promieniowało. Miałem jakieś 17 lat, dość dobrze radziłem sobie na skrzypcach, ale tkwiłem w baroku, kochałem grać niemiecki, francuski barok. Aż w końcu mój starszy kolega z akademii dał mi na kasecie płytę Milesa Davisa „KindofBlue” i to był dla mnie szok kulturowy. Wiedziałem, że to jest muzyka improwizowana i jednocześnie wyrafinowana, nowa. Dla mnie to była druga taka ważna chwila, dlatego że jak się gra Mozarta, to najpierw trzeba go przeczytać, potem go spamiętać i dopiero potem zinterpretować. Natomiast jazz jest muzyką, którą się komponuje bezpośrednio, którą się improwizuje. To zapoczątkowało u mnie już poważniejsze zainteresowania jazzem. Wówczas jeszcze byłem związany z Ruchem Żywego Kościoła, spotkania z protestantami, baptystami doprowadziły mnie do zainteresowania muzyką gospel, soul.

Więcej w numerze
fot. Andrzej Tyszko

Partnerzy

abk_logo kdm_logo zpap_logo teraz_polska_logo bok_logo kt_com_logo kopd_logo mediatory_logo_2 logo_lp
zamek_krolewski_logo perly_medycyny_logo mfr_orzel2013_logo mgr_orzel2013 mpr_orzel2013 gat_2013_logo logo_pp spp_2013 egd logo
 bwl logo  thingsbulb  cbck logo orly_budownictwa_logo rig_logo_2  logo kart arena  Platforma  retail logo