Reklama

Czy można rozmawiać z kamieniem? Głupie pytanie. Kamieniem rzuca się w drugiego, wznosi mury chińskie, berlińskie, ściany płaczu jerozolimskie (wykopane), można go gryźć (i nic z tego), mieć na zębach, w nerkach, do nóg go przywiązać (by się utopić), są serca z kamienia, jest nawet kamień filozoficzny (!), z którego nic nie wynika, prócz fałszu i daremnego trudu. Ale to pytanie nie jest głupie dla prawdziwego artysty, dla którego – od wieków do dziś – kamień to najszlachetniejszy, kosmiczny, bosko-ziemski materiał, w którym oto chce, potrzebuje i musi wykuć swoje dzieło wiekuiste, piękne, żywodzielne (żeby to zrozumieć, nie trzeba być jaskiniowcem). Rzeźbiarz, aby coś stworzyć, osiągnąć, musi umieć właściwie rozmawiać z kamieniem, widzieć i czuć biegnące w nim żyły i nerwy, zaklęte pokłady duchowe, kosmiczne, nośne, posłuszne i kruche. Jeśli się tego nie nauczył, kamień mu nie odpowie, nie będzie posłuszny, nawet rozłupie się, rozpadnie.

Rzeźbiarz tworzy obiekty przestrzenne, trójwymiarowe, a grafik oczywiście płaskie, dwuwymiarowe. Ale oto są graficy, którzy także mozolą się z prawdziwym kamieniem. To rzadcy litografowie, a jeszcze kamień, na którym pracują, bardzo jest rzadki, nieczęsto spotykany w łonie Matki Ziemi. W Europie, tylko w Polsce i gdzieś w Niemczech występuje, u nas w okolicach Chęcin, w należących do najstarszych na ziemskim globie Górach Świętokrzyskich, jako wapień zwany marmurem chęcińskim (od profesora z Wydziału Grafiki Warszawskiej ASP, Roberta Kurzaja, dowiaduję się, że z powodu niefrasobliwych, eksploatacyjnych działań biznesowych nie można już w tym miejscu wydobyć dziś większej, jednolitej bryły, góra się rozsypuje).

A graficy nazywają ów rzadki skalny materiał po prostu kamieniem litograficznym, bo jakżeby inaczej, skoro na nim można… grafitować! Jest pierwiastek określany jako „lit”, ale nie ma kamienia o tej nazwie. Czyli wniosek, że pojęcie litografii wzięło się ze „związania” artysty grafika z kamieniem, po prostu z kamieniem. I jest to prawda, tyleż materialna co i metafizyczna, odkryta i zapoczątkowana artystycznie w Europie pod koniec XVIII wieku. Ów wynalazek, zwany także kamieniodrukiem, pozwala na wierne oddanie precyzji rysunku, kontrastów bieli i czerni, wszelkich odcieni szarości, umożliwia także malarską ekspresję koloru. Próbowali swych sił w tej wyzywającej, kamiennej technice najwięksi malarze XIX i XX wieku, zagraniczni i polscy, romantycy i realiści, twórcy pejzażu i wizażu, impresjoniści, pomieszani „rewolucjoniści” – Pablo Picasso, Juan Miro, czy Rauschenberg, a w Polsce takie cenione znakomitości, jak Wyczółkowski, Wojtkiewicz, Stanisławski (wciąż w XXI wieku wysokie osiągi cenowe w domach aukcyjnych). Zaś Picasso był w Warszawie, przywieziony jako wielki zagraniczny gość do stolicy PRL-u z Wrocławia, z komunistycznej imprezy, światowego Kongresu Pokoju (1948), chyba wtedy nie miał pojęcia o świecie (miał wcześniej różne okresy kolorystyczne, np. niebieski, różowy, a w 1944 roku dopadł go okres czerwony, z moskiewskim sierpem i młotem na fladze!). I tak trafił Picasso na Saską Kępę, po prawej stronie Wisły, na ulicę Obrońców, gdzie do dziś w małym domu działa jedna z nielicznych na świecie pracowni litograficznych, a najprawdopodobniej jedyna z autentyczną, ciężką, żeliwną, ale czułą, inteligentną maszyną do stworzenia końcowego, ostatecznego dzieła, zbudowaną przez przodków sprzed wielu pokoleń. I tak (dużym skrótem!) docieramy do głównego bohatera tej opowieści, Henryka Opałki, który m.in. z tą pracownią związany jest od lat, a która od niedawna nosi oficjalnie imię właśnie Pabla Picassa (pracownia jest obecnie pod godziwą pieczą Dzielnicy Praga Południe, a kiedy gościł w niej sławetny Hiszpan, była pierwszą siedzibą założycieli powojennego Związku Polskich Artystów Plastyków, a potem warsztatem związanym z warszawską Akademią Sztuk Pięknych, przez który „przewinęło” się bardzo wielu grafików i malarzy, znanych i nieznanych, a najwierniejsi spośród znakomitych, jak Andrzej Newelski, Czesław Podgórski i inni, do dziś twórczo tam pracują i utrzymują warsztat otwarty dla prawdziwych artystów).

Więcej w numerze.

Partnerzy

abk_logo kdm_logo zpap_logo teraz_polska_logo bok_logo kt_com_logo kopd_logo mediatory_logo_2 logo_lp
zamek_krolewski_logo perly_medycyny_logo mfr_orzel2013_logo mgr_orzel2013 mpr_orzel2013 gat_2013_logo logo_pp spp_2013 egd logo
 bwl logo  thingsbulb  cbck logo orly_budownictwa_logo rig_logo_2  logo kart arena  Platforma  retail logo