Reklama
Rozmowa z Joanną Fabisiak, posłanką PO
  
POLITYKA_FABISIAK

Zanim została Pani posłanką, przez wiele lat była Pani radną samorządu Warszawy. Czy staż samorządowy pomaga w pracy posła?

Każdy poseł powinien mieć przygotowanie do pracy na Wiejskiej tak prawne, jak i mniej cenione, społeczne. Dzięki temu nie byłby oderwanym od codziennych problemów przeciętnego obywatela i lepiej rozumiał ludzi.. Samorząd terytorialny to szkoła doskonale przygotowująca do pełnienia funkcji publicznych. Dobre doświadczenie dają także samorządy zawodowe i organizacje pozarządowe.

 

Kto jest bliżej tych ludzkich spraw, o jakich Pani wspomniała: radny czy poseł?

Na swój sposób, każda z tych osób jest równie blisko ludzkich spraw. Ustawy sejmowe ukierunkowują prace radnego, który wdraża je poprzez uchwały lokalne. Połowę budżetu państwa realizuje samorząd, a drugą agendy rządowe. To najlepszy dowód współodpowiedzialności za zaspakajanie potrzeb obywateli.

 

Jest Pani posłem pracującym w dwóch komisjach: Komisji Edukacji Nauki i Młodzieży i Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Czy dlatego krytykowała Pani serial „Londyńczycy”?

Kiedy rozpoczęto emisję serialu otrzymywałam wiele listów drogą elektroniczną i pocztową, których autorzy, przedstawiciele Polonii, domagali się reakcji ze strony posłów. Protestowały nie tylko osoby indywidualne, lecz także organizacje polonijne np. Zjednoczenie Polskie w Wielkiej Brytanii. Protestowali, bo w serialu przedstawiano Polaków nieprawdziwie. Oczywiście, jak w każdej społeczności, zdarzają się wśród emigrantów zachowania niezgodne z normą prawną czy obyczajową. Jest to jednak znikomy procent w stosunku do ogółu Polaków przebywających za granicą. Bo na przykład, jaki procent Polaków mieszkających w Anglii siedzi w więzieniach, handluje narkotykami, czy żyje z prostytucji? Bardzo wielu natomiast, po pierwszym okresie adaptacji i stabilizacji życia, skutecznie robi karierę, zyskując uznanie i awansując. Jesteśmy narodem pracowitym, inteligentnym i zaradnym życiowo, o czym niestety nie można się było przekonać oglądając serial. Zwracałam, więc uwagę na złe proporcje w obrazach z życia Polonii. Wiem, że sensacja lepiej się sprzedaje, ale ta szkodziła wizerunkowi Polski i obrażała ludzi. Najważniejsze, że efekt został osiągnięty i kolejne odcinki serialu były bliższe prawdy o Polakach.

Sporo emocji w środowisku naukowym wywołała ustawa dotycząca Polskiej Akademii Nauk, nad którą Pani pracowała.

Rząd przedstawił pakiet sześciu ustaw dotyczących nauki. Pracowaliśmy nad nimi ponad rok w Komisji Edukacji Nauki i Młodzieży. Była to emocjonująca praca, bo przecież tworzyliśmy nową konstytucję dla nauki polskiej. Muszę wyrazić tu pełne uznanie dla resortu kierowanego przez minister Barbarę Kudrycką.

Osobiście kierowałam pracą nad ustawą o Polskiej Akademii Nauk. Przez ponad 50 lat w PAN nie przeprowadzono reformy strukturalno – organizacyjnej, choć przez te pół wieku potrzeby i warunki diametralnie się zmieniły. Niezbędnym było, więc wdrożenie nowych zasad działania Akademii, a przede wszystkim uporządkowanie spraw majątkowych. Mało sprawny system zarządzania tym ogromnym majątkiem nie służył dobrze nauce. Ten stan musiał ulec zmianie i tak się stanie pod rządami nowej ustawy. W ciągu trzech lat PAN i wszystkie instytuty mają określić majątek niezbędny dla prowadzenia pracy naukowej i dla dalszego rozwoju. W ciągu kolejnych dwóch lat Akademia ma przekazać skarbowi państwa lub samorządowi te nieruchomości, które uzna za zbędne. Tematem PAN zajmowałam się przez trzy kadencje poselskie. Ten przykład pokazuje, jak mozolna bywa praca posła i jak długo trzeba czasami pracować na pożądany efekt.

Jest Pani przewodniczącą Podkomisji Stałej ds. Młodzieży. Jakie zmiany widziałaby Pani w systemie edukacyjnym?

Za najważniejsze dla mnie, osoby łączącej dwie wspomniane komisje, uważam stworzenie spójnej polityki dla szkół polonijnych. Oczekiwana przez środowisko jest ustawa, która regulowałaby takie sprawy jak: status nauczyciela polonijnego, zasady funkcjonowania punktów konsultacyjnych, zasady wsparcia innych typów szkół funkcjonujących poza granicami Polski. Język najsilniej wzmacnia poczucie tożsamości narodowej. W świecie języka polskiego uczy się około sto tysięcy osób. To nie jest dużo zważywszy, że diaspora polska liczy wiele milionów. Cieszę się więc, że jednym z priorytetów rządu jest promocja kultury polskiej. Warto znać i pamiętać o swoich korzeniach. Młodzi ludzie, mający i kochający dwie ojczyzny, chcą być dumni z Polski. Oczywiście lista zadań, przed którymi staje Podkomisja jest długa: problem wysokiego bezrobocia wśród osób młodych, dostępność do dóbr kultury młodzieży niepełnosprawnej, powstanie Polskiej Rady Młodzieży, sytuacja polskiej młodzieży w świetle umów międzynarodowych i wiele, wiele innych.      

 

Czy sprawy dzieci i młodzieży udaje się załatwiać ponad partyjnymi podziałami?

Myślę, że tak można powiedzieć. Choć oczywiście spory są nieuniknione, bo dyskurs wpisany jest w reguły demokracji.   

 

Na stronie internetowej czytamy, że ważną częścią Pani życia była i jest działalność społeczna. Skąd ten bakcyl?

Mój dziadek Piotr był prawdziwym i praktykującym społecznikiem. Zachwycał mnie fantazją i utwierdzał w przekonaniu, że sukces składa się w równych częściach z ciężkiej pracy i wiedzy, ale także odrobiny fantazji. Pewnie bakcyla, o jakim Pani mówi, przekazał mi w genach. Wzorem była dla mnie także mama, nauczycielka, która miała trzy razy tyle obowiązków społecznych, co zawodowych. Miałam więc kogo naśladować.

Ta fantazja przełożyła się z czasem na konkretne inicjatywy.

Zawsze miałam wiele pomysłów, ale nie wszystkie udało się zrealizować. Na Uniwersytecie Warszawskim pracowałam z młodzieżą, z którą się doskonale dogadywałam i była mi ogromnie bliska. Postanowiłam promować wśród młodych pozytywne zachowania i postawy, na przykład wolontariat, czyli bezinteresowne zaangażowanie pro publico bono. I tak się zaczęło. Najpierw na warszawskim Żoliborzu, gdzie byłam radną, a w 1993 roku zainicjowałam ogólnopolski, samorządowy Konkurs Nastolatków „Ośmiu Wspaniałych", wspierający ideę odpowiedzialności za siebie i innych oraz ideę bezinteresownej pomocy. Dziś w tym Konkursie bierze udział młodzież z ponad stu polskich miast, a w szkolnych Klubach Ośmiu -ruchu młodzieżowego wolontariatu angażuje się w pracę woluntarystyczną ponad siedem tysięcy młodzieży. To młodzież w 1998 roku zażądała rejestracji Fundacji „Świat na Tak”, aby zintensyfikować pracę. Tak powstała Młodzieżowa Agencja Informacyjna, która pomaga ludziom młodym w wyborze zawodu, zdobyciu i utrzymaniu pracy, a w sytuacjach kryzysowych także pozyskaniu mieszkania. Fundacja była i jest organizatorem balów dla młodzieży niepełnosprawnej, pikników integracyjnych, konferencji  wychowawczych, w których uczestniczą i dyskutują wspólnie dorośli i młodzież.

 

Na czym polega „metoda wychowawcza” Joanny Fabisiak?

To wychowanie przez pracę i pomoc słabszym. Ta metoda opiera się na dwóch zasadach. Woluntarystycznej, pomagam, bo drugi człowiek potrzebuje akurat teraz mojej pomocy, dzielę się swoimi umiejętnościami lub wolnym czasem. Jestem potrzebna innym i to sprawia mi radość. Człowiek chce kochać i chce być kochanym. Młodzi szczególnie potrzebują bliskości drugiej osoby. Postawy egoistyczne niszczą przyjaźnie i dobre relacje między ludźmi. Dlatego uczymy się nie być egocentryczni. Pomagają w tym zasady skautingu, wedle których pracują Kluby Ośmiu.

 

Młodzież, która bierze udział w tzw. ,,wyścigu szczurów”, nie myśli raczej o wartościach, lecz goni przed siebie...

To prawda, że dużą popularnością cieszy się kultura instant - fast food, fast seks, fast car – wszystko szybko, każda przyjemność musi być w zasięgu ręki, natychmiast. No, ale po pewnym czasie zaczyna doskwierać pustka i bezsens egzystencjalny. Wtedy przychodzi refleksja, że może trzeba się zatrzymać i jak mówią moi wolontariusze – zrobić coś nie dla siebie, ale dla innych, bo to daje więcej satysfakcji. Młodzież jest mądra. Nie boję się o nią. Bylebyśmy my, dorośli, jej nie zepsuli.

Podczas niedawnej powodzi, przez 3 dni moi wolontariusze zebrali 5 ton środków czystości, żywności i pościeli. Transport pojechał do Tarnobrzegu. Zebrali to z kieszonkowego. Zachęcałam, żeby nie brali pieniędzy od rodziców.

 

Pani biuro poselskie mieści się w centrum Warszawy. W poniedziałki popołudniu trudno tu nawet wejść. Z jakimi sprawami przychodzą ludzie?

Ze wszystkimi. Staram się reagować na codzienne problemy miasta i warszawiaków. Poniedziałek to mój najtrudniejszy dzień. Podczas dyżurów dominują sprawy bytowo – mieszkaniowe. Wiele z tych osób nie powinno do mnie trafiać, bo nawet nie są mieszkańcami Warszawy. Poseł nie powinien być pogotowiem ratunkowym. Powtarzam to mądre zdanie od wielu lat, ale nie mam odwagi odmówić pomocy komuś, kto przychodzi w strasznej traumie. To chyba ta genetyczna skaza.

Staram się, więc niektóre osoby kierować do pracowników, którzy kompetentnie udzielają porad: prawnych, mieszkaniowych, psychologicznych itp.

 

Czy zauważa Pani jakieś zmiany w politycznych dyskusjach po katastrofie smoleńskiej?

Nie oczekiwałam zmian grupowych. To wydarzenie w jakiś sposób zmieniło jednak każdego z nas, uświadamiając kruchość życia, dla którego ochroną nie jest ani pozycja społeczna ani zajmowane stanowisko. Na ile będzie to głęboka i trwała refleksja zależy od nas samych.

 

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Małgorzata Salliw

 

 

Partnerzy

abk_logo kdm_logo zpap_logo teraz_polska_logo bok_logo kt_com_logo kopd_logo mediatory_logo_2 logo_lp
zamek_krolewski_logo perly_medycyny_logo mfr_orzel2013_logo mgr_orzel2013 mpr_orzel2013 gat_2013_logo logo_pp spp_2013 egd logo
 bwl logo  thingsbulb  cbck logo orly_budownictwa_logo rig_logo_2  logo kart arena  Platforma  retail logo