Reklama

Rosję trzeba poznać twierdzi generał Wojciech Jaruzelski.

 

POLITYKA_JARUZELSKI

Ziemianin, z rodziny o patriotycznych tradycjach. Skąd więc tak wielkie przywiązanie i miłość do wojska?

Należę do pokolenia, które w swoją dorosłość wchodziło w wirze II wojny światowej, tego wielkiego trzęsienia ziemi. Usytuowało to nas bardzo różnie, zupełnie odmiennie od korzeni, w których wyrastaliśmy.

Jako dziecko nigdy nie myślałem by być żołnierzem, rodzice natomiast chcieli abym skończył studia rolnicze i pozostał w naszym majątku. Zresztą ja bardzo lubię wieś, przyrodę, kocham zwierzęta. Czas, w którym zacząłem dorastać zadecydował jednak inaczej.

 

Ten czas to tragizm II wojny światowej..

Tak. Deportacja na Syberię, ojciec w łagrze. Próbowałem dostać się do armii generała Andersa, ale nie zdążyłem. Byliśmy w tajdze, za daleko. Chciałem walczyć, chciałem wrócić do kraju. Jedyną możliwością była armia generała Berlinga, do której zgłosiłem się w 1943 roku. Skończyłem w Riazaniu oficerską szkołę piechoty, przeszedłem stosowne szkolenia. Naszym bezpośrednim polskim przełożonym był przedwojenny polski oficer major Jan Łopaciński, który później jako zastępca dowódcy I Pułku Piechoty zginął w 1944 roku pod Puławami podczas forsowania Wisły. Warto tu wspomnieć, że w tej szkole mocno akcentowano naszą polskość, bardzo dbano o to, by zatrzeć wrażenia, jakie mieliśmy z niedawnych wspomnień. Trzeba było tylko nauczyć się przede wszystkim walczyć.

Po uzyskaniu stopnia oficerskiego-uroczystej promocji dokonał generał Berling- zostałem skierowany do 2 Dywizji im. Jana Henryka Dąbrowskiego, która wchodziła w skład korpusu I Armii Wojska Polskiego. Zostałem dowódcą plutonu w 5 Pułku Piechoty. Nastąpił wymarsz w kierunku Polski. Pierwszy,,przystanek” to była Białoruś, potem Ukraina- rejon Żytomierza, gdzie spotkaliśmy wielu Polaków, byliśmy też u nich zakwaterowani. I znów dalej, na zachód, do kraju. Jako, że byłem jednym z niewielu, którzy umieli jeździć konno, zostałem dowódcą zwiadu konnego. Bezpośrednio podlegałem w związku z tym dowódcy pułku. Otrzymałem konia rasy pół-mongolskiej, którego potem zamieniłem na piękną klacz, na której jeździłem do końca wojny.

 

Po ześrodkowaniu w rejonie Smoleńska dywizja rozpoczęła marsz w kierunku Polski. Po drodze był Wołyń.

Tak, Wołyń. Wstrząsające wrażenie. Spalone polskie wsie i dramat ocalałych ludzi. Trzeba wspomnieć, że ok. 99% deportowanych na Sybir do Kazachstanu to byli właśnie ludzie pochodzący z kresów wschodnich, ziem, które Związek Radziecki zajął w 1939 roku. Ci ludzie mieli swoje domy na tych ziemiach od wieków.

Dla mnie najważniejszym momentem było przekroczenie Bugu. Po drodze jakieś drobne potyczki z Niemcami. I wreszcie Chełm i Lublin. Muszę przy okazji zdementować opinie dotyczące rzekomo niezbyt miłego powitania tam naszego wojska. Nas naprawdę serdecznie witały tłumy ludzi, my z kolei mocno przeżywaliśmy fakt, że jesteśmy już w Polsce. Może jedynym zgrzytem był fakt, że część kadry oficerskiej pochodziła z Armii Radzieckiej, choć wielu z nich mówiło po polsku, miało polskie korzenie. Niestety, kilkanaście tysięcy polskich oficerów zostało zamordowanych w Katyniu, o czym prawdy wówczas nie znaliśmy.

W Lublinie zobaczyliśmy Majdanek, Zamek Lubelski, dowiedzieliśmy się o Oświęcimiu. To było bardzo bolesne.

 

Był już Pan w swoich rodzinnych stronach.

Faktycznie byliśmy blisko Kurowa, miejsca mojego urodzenia. Miałem możliwość spotkania znajomych moich rodziców, którzy w swoim majątku już spakowani, z wielką niepewnością czekali, co dalej. I tu ciekawa zdarzenie. Podczas pobytu w tamtych stronach wiozłem, oczywiście konno, rozkaz od dowódcy pułku. Obok upadł niemiecki pocisk. Jakimś cudem ocalałem, koń został ranny. Paradoks: przejechałem pół Rosji, byłem na Syberii, wracam do Polski i właśnie pobliżu miejsca swego urodzenia mogłem zginąć.

Potem były walki w rejonie Puław. Niestety, nie mieliśmy odpowiednich sił i środków przeprawowych. Forsowanie Wisły skończyło się niepowodzeniem.

 

W tym czasie w Warszawie zaczynało się powstanie.

Z Puław zostaliśmy przerzuceni na przyczółek warecko-magnuszewski. Były tam ciężkie walki, sytuacja bardzo trudna. Do mnie należało prowadzenie akcji rozpoznawczych. Podczas jednej z nich zostałem kontuzjowany-uszkodzony słuch.

Właśnie na tym przyczółku od oficerów oświatowych i z gazety Zwyciężymy dowiedzieliśmy się o wybuchu powstania w Warszawie. Był rozkaz ówczesnego generała –później marszałka Żymierskiego zapowiadający pomoc. Zbliżając się do stolicy mijaliśmy duże ilości zniszczonych czołgów radzieckich, wręcz pobojowisko. Tam właśnie zatrzymana została armia pancerna generała Bogdanowa. W tym, więc momencie okazanie pomocy powstańcom warszawskim było nierealne..

Nasz pułk został skierowany na warszawską Pragę. Zajęliśmy stanowiska w rejonie Pelcowizny,a następnie w pobliżu kanału żerańskiego. Próby pomocy poprzez forsowanie Wisły zostały podjęte. Zdobyto przyczółek na Czerniakowie i Żoliborzu.Nie zdołaliśmy ich jednak utrzymać.

Stalin pod naciskiem zachodnich aliantów postawił zadanie marszałkom Rokossowskiemu i Żukowowi, by przygotowali plan zdobycia Warszawy. Po stosownych analizach stwierdzili oni, że taką ofensywę można będzie rozpocząć dopiero około 25 sierpnia. Wiązało się to przede wszystkim z dozbrojeniem i uzupełnieniem I Frontu Białoruskiego po jego znacznych stratach.

Na przedstawione przez marszałków propozycje Stalin powiedział ,,nie”. Jak napisał Jasienica: powstanie warszawskie militarnie skierowane było przeciwko Niemcom, demonstracyjnie przeciw Zachodowi, politycznie przeciw Wschodowi. Stalin o tym wiedział.

 

Rząd londyński też milczał

Niedawno odwiedził mnie syn generała Sosnkowskiego. Opowiedział mi, że jego ojciec był przeciwny powstaniu. Na początku sierpnia 1944roku generał Sosnkowski,jako już naczelny dowódca Sił Zbrojnych na Zachodzie wizytował II Korpus we Włoszech. Gdy dotarła do niego wiadomość o planowanym powstaniu nadał do Warszawy szyfrogram odradzający tą decyzję. Niestety, szyfrogram, który musiał ,,przejść” przez Londyn, nigdy do Warszawy nie dotarł.

Decyzja o powstaniu była ciężkim błędem. Skazane było ono właściwie od początku na klęskę. Należy jednak oddać wielki hołd wszystkim walczącym, tym tysiącom młodych wspaniałych ludzi, którzy ponieśli największą ofiarę w walce o wyzwolenie swojego miasta, o swoją przyszłość.

Warto też wspomnieć o dniach powstania na warszawskiej Pradze. Walka trwała tylko 3 dni. Dowódca praskiego obwodu płk Antoni Żurowski odwołał tam powstanie i Praga ocalała. Ten fakt na ogół pokrywa milczenie.

Z Warszawy 5 Pułk Piechoty przekroczył przedwojenną granicę polsko-niemiecką i zaczęło się zdobywanie Wału Pomorskiego

Na Wale Pomorskim były bardzo zacięte walki. Zostałem wówczas szefem zwiadu pułku. Podlegały mi plutony zwiadowcze.

Przełamanie Wału Pomorskiego było najtrudniejszą batalią, jaką przyszło toczyć żołnierzom l Armii Wojska Polskiego. Walki toczyły się w wyjątkowo niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Na początku lutego 1945 roku temperatura osiągała prawie 20 stopni mrozu. Straty naszego wojska w przełamaniu Wału były bardzo duże.

Potem Wybrzeże, północno-zachodni rejon Polski na wschód od Świnoujścia- po raz pierwszy w tych okolicznościach zobaczyłem morze. Też ciężkie walki, zaślubiny z morzem.

Stamtąd blisko 200 kilometrowy przemarsz wzdłuż Odry, a następnie jej forsowanie. Po niezwykle zaciętych bojach, udało się przełamać opór Niemców na wschód od Berlina, też duże straty w ludziach, sprzęcie. I kierunek na zachód. Po drodze Oranienburg i obóz koncentracyjny Sachsenhausen. 4 maja 1945 roku, jako pierwsza polska jednostka wojskowa dotarliśmy nad Łabę.

Zwycięstwo, nieopisana radość i wreszcie powrót do Polski.

 

Nie zdjął Pan jednak munduru

Wojsko stało się moim domem, rodziną. W czasie wojny zdobyłem wiedzę wojskową, a przede wszystkim doświadczenie. Wiedziałem, że Polsce, takiej, jak ona wtedy była, trzeba służyć, bo innej nie ma i nie będzie. Studiowałem w Wyższej Szkole Piechoty, po jej ukończeniu z wyróżnieniem zostałem wykładowcą taktyki i służby sztabów. W tym czasie dowódcą wojsk lądowych był generał Popławski, były dowódca I Armii. Dzięki przełożonym, którzy prawdopodobnie docenili doświadczenie i efekty mojej służby zostałem skierowany właśnie do dowództwa wojsk lądowych, gdzie zostałem szefem jednego z wydziałów szkół oficerskich. W tym miejscu chciałem bardzo dobitnie podkreślić jedną rzecz, a mianowicie: komendantami i wykładowcami w tej szkole byli w znacznej części przedwojenni polscy oficerowie. Generał Olbrycht, generał Florianowicz. Podobnie było na różnych stanowiskach, w tym wysokich dowódczych i sztabowych. O tym dziś raczej się nie wspomina, ale dla nas wtedy było to niezwykle ważne. Byli też oficerowie radzieccy, ale polskich było zdecydowanie więcej.

 

W naszym narodzie dość mocno tkwi dziwna antyrosyjskość.

W mojej świadomości antyrosyjskość była mocno zakorzeniona. Dziadek był 8 lat zesłańcem na Syberii, jako uczestnik powstania styczniowego, ojciec natomiast w 1920 roku walczył z bolszewikami. Wyniosłem, więc to z domu rodzinnego. Powoli jednak ta ostrość postrzegania Rosjan zmieniła się poprzez codzienny kontakt z nimi. Lubię Rosjan, jako ludzi. Szczególnym sentymentem darzę Sybiraków, których miałem okazję bliżej poznać. To szczególny portret dobrego człowieka, zahartowanego przez tamtą przyrodę. Wielu z nich to potomkowie zesłańców z czasów carskich. Rosjanie są, jak my Słowianami. Mają swoją kulturę, literaturę uznawaną na całym świecie.

Nie oznacza to jednak, że z największym krytycyzmem nie oceniam patologii systemu, w jakim kiedyś przyszło im żyć. Stalinizm dotknął przede wszystkim właśnie Rosjan. Zginęło wielu bardzo ważnych oficerów radzieckich, rozstrzelano 4 marszałków zasłużonych w okresie rewolucji. Ale czy przez pryzmat patologii systemu należy też źle odbierać ludzi? Myśmy razem walczyli o niepodległość w czasie wojny, mieliśmy jednego wroga, zginęło wielu wspaniałych synów tego narodu, bohaterów. Rosjanin to miły serdeczny człowiek, który wiele lat był zastraszany. Przecież w Polsce było również wiele zjawisk patologii i ofiar tego systemu, ale nie wolno oceniać pod takim kątem oceniać całego narodu.

 

Jak Pan Generał postrzega dzisiejszą Rosję, całkiem inną od tej, którą znamy z historii?

Przeżyłem wiele Rosji. Rosję Stalina, Chruszczowa, Breżniewa, Andropowa, Czernienki, Jelcyna, Gorbaczowa. I tu trzeba podkreślić ogromną rolę właśnie Gorbaczowa. On zrobił dla Rosji najwięcej, ale też i dla Europy. Spowodował, że skończył się antagonizm pomiędzy dwoma blokami powstałymi po II wojnie światowej: Układ Warszawski i NATO kapitalistycznym, zlikwidował tzw. zimną wojnę, cenzurę. Jest takie rosyjskie przysłowie: pod leżącym kamieniem woda nie płynie. Gorbaczow podniósł ten kamień, wzywał do budowy ,,wspólnego europejskiego domu”. Rosja przestała być postrzegana jako imperium zła. Zaczęła się normalna współpraca pozwalająca wykorzystać koniunkturę w całym naszym bloku. Rosja złapała przysłowiowy oddech.

Rządy prezydenta Jelcyna uczyniły wiele dla demokracji, ale jednocześnie następowało rozchwianie kraju. Doszło do rozpadu Związku Radzieckiego, nastąpiło usamodzielnianie się poszczególnych republik. Szczególnie dotkliwie odczuwalna była samodzielność Ukrainy.

Na Rosji i tak już wcześniej dość osłabionej ekonomicznie mocno się to odbiło. Kraj był coraz mniej sterowalny, przy ogromnej biedzie zaczęły tworzyć się ogromne fortuny. Wiele rzeczy było trudnych do opanowania. Dojście do władzy Putina zahamowało ten proces. Zwiększyło poczucie stabilizacji, stopniowe polepszanie życia najuboższych obywateli. Sam Putin został przez Rosjan postrzeżony prawie jak ich wybawiciel.

Bardzo znaczącym była też obecność Putina na Westerplatte. Odszedł od panującej w Rosji formuły, jakoby wojna rozpoczęła się 22 lipca 1941 r., a nie 1 września 1939 r. Swoją obecnością i wypowiedzianymi słowami stanowczo temu zaprzeczył.

Niezwykle istotna jest również jego wizyta w Katyniu i przypomnienie armii generała Andersa oraz Armii Krajowej.

Dziś prezydentem jest Miedwiediew, ale trzeba pamiętać, że to właśnie Putin zgodnie z konstytucją ustąpił po dwóch kadencjach. Być może są między nimi rozbieżności, ale sadzę, że nie ma walki ani rywalizacji, a raczej jest synchronizacja działań i zamierzeń, wspólna wizja Rosji. Zresztą ocenią to sami Rosjanie, zbliżają się przecież kolejne wybory.

 

Ze szczególnym pietyzmem obchodzony jest w Rosji Dzień Zwycięstwa

Rosja to okrutny wielowiekowy despotyzm, lata caratu, dyktatura stalinowska, system autorytarny. Dla ludzi tam żyjących dzień 9 maja 1945 roku - to powstanie nowego państwa, to zupełnie nowy czas, nowa historia. Bardzo mocno kultywują tę rocznicę, nadając wielką rangę wszystkim uroczystościom.

Kilkakrotnie, jako gość, uczestniczyłem w defiladzie na Placu Czerwonym. W tym roku było to szczególne przeżycie, po raz pierwszy brała w niej udział reprezentacja wojska polskiego.

Zatarło to przykre wspomnienie defilady z 2005 roku, a zwłaszcza przemówienia Putina, w którym ani raz nie wspomniał o roli Polski w pokonaniu hitlerowskiego faszyzmu.

W licznych rozmowach po tych uroczystościach z wysokimi rangą wojskowymi rosyjskimi wyraziłem swoje zaskoczenie tym faktem. Wówczas wyjaśniono mi, iż trudno wspominać o kraju, który Rosję uważa za kolejnego okupanta. Rosjanie odbierali to bardzo boleśnie. Takie opinie znieważały i znieważają też miliony Polaków, bo jeśli na naszych ziemiach rządził okupant, to, kim byli urzędnicy, nauczyciele, profesorowie i inni? Kolaborantami?

Warto wspomnieć jeszcze o jednym ważnym, a niestety zapomnianym fakcie. W czerwcu 1945 roku odbyły się dwie defilady zwycięstwa. Pierwsza w Moskwie, uczestniczył w niej polski oddział. Druga defilada miała miejsce w Londynie – wojsko polskie nie zostało na nią zaproszone.

 

Czy Pańskim zdaniem, w Rosji zacznie się proces demokratyzacji?

Zaczął się już za czasów Gorbaczowa, Jelcyn go pogłębił. Obecnie ukształtowała się- nazwijmy to-ograniczona demokracja. Musi upłynąć dużo czasu, aby jej standard odpowiadał pod każdym względem tzw. normom europejskim. Ale ten proces trwa. Nie wystawiajmy cenzurek, to ich wewnętrzna sprawa. My musimy dbać o możliwie najlepsze dobrosąsiedzkie i współpracę, zwłaszcza w sferze gospodarki.

 

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Lipińska

Partnerzy

abk_logo kdm_logo zpap_logo teraz_polska_logo bok_logo kt_com_logo kopd_logo mediatory_logo_2 logo_lp
zamek_krolewski_logo perly_medycyny_logo mfr_orzel2013_logo mgr_orzel2013 mpr_orzel2013 gat_2013_logo logo_pp spp_2013 egd logo
 bwl logo  thingsbulb  cbck logo orly_budownictwa_logo rig_logo_2  logo kart arena  Platforma  retail logo