Reklama
wyscig_do_paacu

- Ta kampania będzie skromniejsza i inna niż wszystkie - tak o wyborczej rywalizacji zgodnie mówią politycy PO, PiS, SLD i PSL. Rozpisanie przyspieszonych wyborów prezydenckich stało się konieczne po śmierci Lecha Kaczyńskiego, który - wraz z 95 innymi osobami - zginął 10 kwietnia w katastrofie samolotu, którym polska delegacja udawała się na uroczystości rocznicowe do Katynia.

 

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, który przejął obowiązki głowy państwa, po konsultacjach z partiami politycznymi wyznaczył pierwszą turę wyborów prezydenckich na 20 czerwca. To ostatni możliwy termin głosowania, jaki przewiduje w takim wypadku konstytucja. Ewentualna dogrywka odbędzie się 4 lipca.

 

Do 26 kwietnia komitety wyborcze musiały się zarejestrować i zgromadzić co najmniej tysiąc podpisów. Do 6 maja miały czas na zebranie 100 tysięcy podpisów i zgłoszenie kandydata na prezydenta. Do Państwowej Komisji Wyborczej zgłosiły się 22 prezydenckie komitety wyborcze, jednak w wyznaczonym  terminie komisja zarejestrowała tylko 10 kandydatów, tyle bowiem komitetów złożyło wymagane 100 tysięcy podpisów poparcia.

 

Są to: Bronisław Komorowski (PO), Jarosław Kaczyński (PiS), Andrzej Olechowski (niezależny, wspierany przez Stronnictwo Demokratyczne), Waldemar Pawlak (PSL), Grzegorz Napieralski (SLD) i Marek Jurek (Prawica Rzeczypospolitej), Andrzej Lepper (Samoobrona), Bogusław Ziętek (WZZ Sierpień 80), Janusz Korwin-Mikke (były prezes UPR, obecnie Wolność i Praworządność) i Kornel Morawiecki (założyciel „Solidarności Walczącej").

 

Wbrew pozorom, nie dla każdego kandydata w wyborach prezydenckich, celem jest objęcie tego stanowiska. Tylko kilku ma realne szanse, by walczyć o fotel głowy państwa. Dla pozostałych jest to okazja do pokazania się, zaistnienia, przedstawienia swoich, czasem ekstremalnych poglądów. Dla jednych jest to wstęp do następnej kampanii parlamentarnej, dla innych - okazja, aby przypomnieć obywatelom o swoim istnieniu.

 

Liderzy większych partii politycznych, startują niejako z obowiązku, choć nie wszyscy będą się liczyli w tej stawce. Ważny jest jednak wynik końcowy, który może się okazać sukcesem lub porażką. Pierwszym, który ogłosił, że chce wziąć udział w wyborach był Andrzej Olechowski (były minister finansów i spraw zagranicznych), ale stało się to jeszcze w ubiegłym roku, na długo przed tragedią smoleńską. Ze startu zrezygnowali Tomasz Nałęcz, popierany przez SdPl i Partię Demokratyczną oraz Ludwik Dorn z Polski Plus. Nałęcz nie chciał prowadzić kampanii wyborczej w atmosferze, jak powstała po katastrofie pod Katyniem, a Dornowi Polska Plus cofnęła poparcie.

 

Socjolog dr Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego oczekuje, że główni kandydaci na prezydenta będą prowadzić spokojną kampanię. Bardziej zdecydowanych ataków - jego zdaniem - można się spodziewać po kandydatach „z drugiego rzędu”. Padały różne apele. Propozycja Platformy Obywatelskiej, aby w kampanii nie korzystać z billboardów wywołała mieszane reakcje konkurentów. PiS odpowiedziało sceptycznie, SLD postawiło warunek przeprowadzenia debat z udziałem wszystkich kandydatów, którzy wezmą udział w czerwcowych wyborach.

 

Wszystkie sondaże wskazują, że główny pojedynek rozegra się między Bronisławem Komorowskim i Jarosławem Kaczyńskim. Największe szanse na wygranie wyborów prezydenckich ma Komorowski, który jest liderem wszystkich ankiet.

 

Na 31 maja została wyznaczona ostateczna data, gdy Państwowa Komisja Wyborcza musi podać do publicznej informacji dane o kandydatach na prezydenta. Od 5 czerwca mogą być prezentowane audycje wyborcze w stacjach radiowych i telewizyjnych. Kampania wyborcza zakończy się 18 czerwca.

 

Tegoroczne wybory prezydenckie będą kosztowały 121 mln zł, tyle bowiem wyniosą wydatki Państwowej Komisji Wyborczej związane z ich organizacją i przeprowadzeniem. Zgodnie z ordynacją wyborczą, koszty te pokrywane są z budżetu państwa. W tym roku na cele wyborcze komitety kandydatów na prezydenta mogą wydać maksymalnie 15,5 mln zł. Z tego 80 procent - niecałe 12,5 mln zł - będą mogły przeznaczyć na reklamę, czyli m.in. spoty telewizyjne, plakaty i billboardy. Łączna suma wpłat od osoby fizycznej na rzecz jednego komitetu wyborczego nie może przekraczać 15-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę - w wyborach prezydenckich limit ten wynosi 19 755 zł.

 

W tych wyborach nie startuje żadna kobieta. Podobnie było w 1990 i 2000 roku. W 1995 startowała Hanna Gronkiewicz-Waltz, a w 2005 roku Henryka Bochniarz. Zdobyły odpowiednio 2,7 procent oraz 1,3 procent głosów.

 

MS

Partnerzy

abk_logo kdm_logo zpap_logo teraz_polska_logo bok_logo kt_com_logo kopd_logo mediatory_logo_2 logo_lp
zamek_krolewski_logo perly_medycyny_logo mfr_orzel2013_logo mgr_orzel2013 mpr_orzel2013 gat_2013_logo logo_pp spp_2013 egd logo
 bwl logo  thingsbulb  cbck logo orly_budownictwa_logo rig_logo_2  logo kart arena  Platforma  retail logo