Reklama
ROZMOWA Z ANDRZEJEM OLECHOWSKIM KANDYDATEM NA PREZYDENTA RP  
 
olechowskiJak katastrofa pod Smoleńskiem powinna wpłynąć na kampanię prezydencką?  
Powinniśmy zrobić wszystko, aby uniknąć powrotu do agresji i nienawiści, które towarzyszyły nam przez ostatnie lata w życiu publicznym. Spór merytoryczny to jedyny spór, na który możemy sobie pozwolić. Musimy uchronić poczucie wspólnoty, które stworzyła tragedia smoleńska. Są pytania, które w tej tragedii znalazły swoje odpowiedzi. Nieaktualny wydaje się spór o prawdziwy patriotyzm. Tragedia nauczyła klasę polityczną, że wypływa on z szacunku dla Polski, a nie barw partyjnych.
 

O co apeluje Pan do pozostałych kandydatów w wyborach?

O odpowiedzi na szereg pytań. Dotyczą one wielu spraw - zasobności polskich portfeli, obszarów wolności, statusu kobiet, pozycji Polaków wśród obywateli świata czy innych spraw ważnych dla przyszłości polskich rodzin. Apeluję do kandydatów w wyborach prezydenckich, abyśmy inaczej niż dotychczas odpowiadali na te pytania. Poprzez dialog, a nie monologi. Uzgodnijmy obszary wymagające dyskusji. Zorganizujmy serię debat, otwartych dla wyborców i mediów. Przedstawmy nasze argumenty w atmosferze wzajemnego szacunku. Dajmy rodakom możliwość dokonania rozumnego wyboru.
 

Decyzję o starcie w wyborach prezydenckich podjął Pan kilka miesięcy temu. Co sprawiło, że zdecydował się Pan kandydować?

Byłem przejęty słabą kondycją polskiej polityki. Uważam, że stała się ona jałowa i bezproduktywna.

 

Dlaczego tak się dzieje?

Uważam, że przyczyną tego stanu jest koncentrowanie się polityków na samej polityce, wyłącznie na walce. Gdy czytamy artykuły odsłaniające kulisy życia wewnątrzpartyjnego, czy to w PO czy w PiS, widzimy wyłącznie mobilizację jednego obozu przeciwko drugiemu. Ta walka przesłania wszystkie inne sprawy, także te ważne dla Polaków, jak na przykład służba zdrowia. Partie, które ze sobą walczą, nie są skłonne do zawierania jakichkolwiek kompromisów. A bez kompromisów żadna sprawa nie pójdzie do przodu.

 

Proponuje Pan jakieś wyjście?

Doszedłem do wniosku, że tę złą sytuację mogłaby odblokować ponadpartyjna prezydentura. Gdyby ten urząd udało się odzyskać dla obywateli, wówczas można spowodować zmiany wśród walczących partii. Konfliktu nie unikniemy, ale chodzi o to, żeby nie polegał on na niszczeniu się nawzajem, tylko na wykuciu pewnego kompromisu.

 

Jakim jest Pan kandydatem? Prawicowym? Lewicowym?

Centrowym. Dlatego politycy prawicy twierdzą, że jestem lewicowy, a politycy lewicy, że jestem prawicowy.

 

Jako kandydat na urząd prezydenta RP nie reprezentuje Pan żadnej partii, choć przez niektóre środowiska jest Pan popieramy. Myślę o Stronnictwie Demokratycznym. 

Nie sposób wyobrazić sobie prezydenta, który zostałby wybrany bez poparcia. Podkreślam jednak różnice między kandydatem, który jest wydelegowany przez jakąś partię do jej reprezentowania a kandydatem wspieranym przez różne ugrupowania. Mam nadzieję, że ja będę miał wsparcie różnych środowisk, stowarzyszeń i partii.

 

Przybliżmy wyborcom Pana poglądy. Jest pan za legalizacją związków homoseksualnych?

Każdy obywatel ma prawo do decydowania o swoim życiu osobistym. Związki inne niż małżeństwa są pozbawione uprawnień zastrzeżonych dla członków najbliższej rodziny, na przykład dziedziczenia czy możliwości dowiedzenia się w szpitalu o stan zdrowia bliskiej im osoby. Dlatego proponuję rozważenie ustanowienia instytucji „przybrania osoby bliskiej”, która dałaby niektóre z tych uprawnień związkom innym niż małżeństwa, w tym związkom homoseksualnym.

 

Wiem, że nie popiera Pan legalizacji aborcji. A in vitro?

Nie jestem za zakazem. Jest problem sposobu traktowania zarodków. Oczekuję kompromisowej propozycji etyków i medyków, jak najpełniej uszanować każde życie.

 

Jaki jest Pana pomysł na prezydencką kampanię?

Irytuje mnie myśl, że na kampanię wyborczą znowu wydanych zostanie sporo pieniędzy podatników. Partie szacowały, że wydadzą po około 15 milionów złotych. Ja chcę przeprowadzić swoją kampanię najtaniej jak to jest możliwe, bo widzę tu marnotrawstwo środków. Dlatego zwróciłem się do obywateli - wybory prezydenta to nasza wspólna sprawa, wszyscy powinniśmy się zaangażować. Gromadzę wokół siebie wolontariuszy. Liczę, że w najgorętszym czasie kampanii będzie ich, co najmniej kilka tysięcy. Dotychczas jestem zachwycony odpowiedzią – ludzie zgłaszają się ze swoją osobistą ofiarnością. Uczestniczę w spotkaniach organizowanych przez wolontariuszy, popierające mnie stowarzyszenia i partie oraz inne zorganizowane środowiska. Jednak przede wszystkim – przez ludzi, którzy uznali, że jest to wspólny cel.

 

Czyli jest to kampania w drodze?

Lubię spotkania z ludźmi. Nie rozróżniam między małymi i dużymi grupami, nawet lepiej czuję się podczas spotkań bardziej kameralnych niż na wielkich wiecach. Odbywam wiele takich spotkań.

 

Jak widzi Pan urząd prezydenta w kontekście dyskusji na temat zmian w konstytucji dotyczących uprawnień dla głowy państwa i szefa rządu? Czy władza Pałacu Prezydenckiego powinna zostać wzmocniona dodatkowymi prerogatywami czy tez osłabiona na rzecz silniejszej pozycji urzędu premiera?

Jestem przeciwnikiem zmian w konstytucji. Uważam, że nasza ustawa zasadnicza jest dobra, a w części dotyczącej uprawnień głowy państwa – o czym zdajemy się zapominać – przewiduje prezydenta ponadpartyjnego. Pomysły zmiany konstytucji pojawiają się, gdy ten ponadpartyjny urząd chcemy włączyć do partyjnego układu. Prezydent staje się wówczas osobą partyjną, jest przywódcą ugrupowania, które pokonało drugie ugrupowanie. Zaś wedle konstytucji prezydent nie jest częścią tego układu, który zwyciężył w wyborach. Dlatego chciałbym, aby obecna konstytucja się utrzymała, zresztą nie ma odpowiedniej większości sejmowej dla jej zmiany.

 

Kiedy uda nam się wypracować model kohabitacji prezydenta z rządem? We Francji funkcjonuje od lat, choć też zdarzają się zgrzyty.

To kwestia kultury osób, które pełnią te urzędy oraz poczucia obowiązku, że trzeba dojść do porozumienia, bo inaczej trudno wypełnić obowiązki, jakich oczekują wyborcy. U nas te spory były momentami tak żenujące, jakby politycy zapomnieli, za co biorą pieniądze. Do konfliktu między urzędem prezydenta i premiera dochodzi wtedy, gdy głowa państwa będzie osobą wydelegowaną przez jakąś partię. Gdyby prezydent i szef rządu pochodzili z jednego ugrupowania, wówczas powstałaby niepokojąca i groźna współpraca tworząca monopol władzy. Takich negatywnych skutków nie ma, gdy głowa państwa jest ponadpartyjna.

 

Dobrze byłoby również uniknąć w przyszłości kłótni, kto ma nas reprezentować na szczytach Unii Europejskiej czy podczas innych międzynarodowych spotkań.

Na ten temat dość jednoznacznie wypowiedział się Trybunał Konstytucyjny. Prezydent ma w obszarze swoich kompetencji politykę zagraniczną, ale nie w sensie decyzyjnym. Decyzje podejmuje rząd. Prezydent powinien pomagać premierowi - otwierać drzwi na tych salonach, na których bywa. Jest odpowiedzialny w sprawach dotyczących suwerenności i bezpieczeństwa Polski, na przykład przy negocjacji nowych traktatów międzynarodowych, które wpływają na zakres władzy. W pozostałych przypadkach może uczestniczyć w międzynarodowych spotkaniach na wyraźną prośbę rządu.

 

Czyli jedna polityka zagraniczna.

Oczywiście. Dla mnie było druzgocące, że polityka zagraniczna, która jest moją wielką pasją, padła ofiarą takich sporów.

 

Od lat wzywa Pan, aby zmienić klimat wokół przedsiębiorców. Co może robić w tym względzie prezydent?

Namawiać Polaków do przedsiębiorczości. Chwalić przedsiębiorców. Stawiać ich Polakom za wzór.

 

Sporo jeździ Pan ostatnio po kraju, rozmawia z ludźmi, zabiega o ich głosy. Czego oczekują od przyszłego prezydenta wyborcy?

Wyborcy nie wiedzą, czego oczekiwać po wyborach. Zostali rozleniwieni przez partie i media. Spotykam się z młodymi ludźmi i mówię im, że muszą głosować, że nie mogą pozostać bierni. Nie powinni się godzić na to, aby partie polityczne załatwiły za nich te wybory, a oni pozostali wyłącznie obserwatorami spektaklu.

 

Na jakie grupy społeczne Pan stawia?

Chcę dotrzeć do młodych ludzi. Bardzo zależy mi także na przedsiębiorcach i na ludziach przedsiębiorczości. Jest nas w Polsce parę milionów, ja sam prowadzę działalność gospodarczą.

 

O czym rozmawia Pan z wyborcami?

Przede wszystkim wyjaśniam ideę niezależnej prezydentury i jej znaczenia dla Rzeczpospolitej. Przestrzegam przed skutkami ewentualnego monopolu jednej opcji politycznej. Jeśli wybory prezydenckie wygra przedstawiciel PO, a w 2011 roku chcemy głosować w wyborach parlamentarnych na Platformę, to partia ta może opanować wszystkie ośrodki władzy. Jak mówią mądrzy ludzie: każda władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie. Poza tym mówię o tych wszystkich obszarach życia ludzi, na które polityk ma wpływ, przede wszystkim o gospodarce.

 

Do jakich wartości odwołuje się Pan w kampanii?

Do tych samych, co od lat. Niezmiennie wierzę w demokrację, w wolny rynek, w równość wszystkich ludzi.

 

Jaki powinien być prezydent?

Niezależny, samodzielnie rozumiejący konstytucję i interes państwa. Z dystansem do bieżącego sporu politycznego. Z autorytetem, bo tylko wtedy jest w stanie naprawiać popsute mechanizmy działania państwa.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Rozmawiała Małgorzata Barwicka
 

Partnerzy

abk_logo kdm_logo zpap_logo teraz_polska_logo bok_logo kt_com_logo kopd_logo mediatory_logo_2 logo_lp
zamek_krolewski_logo perly_medycyny_logo mfr_orzel2013_logo mgr_orzel2013 mpr_orzel2013 gat_2013_logo logo_pp spp_2013 egd logo
 bwl logo  thingsbulb  cbck logo orly_budownictwa_logo rig_logo_2  logo kart arena  Platforma  retail logo