Reklama

 

Hej, krytyku! – zawołała do mnie dziewczyna na wernisażu – co o tych obrazach myślisz? Skończyła filozofię, zajmuje się wypiętrzonym marketingiem nie tylko towaru, ale i ponoć człowieka, tworzącego jakiś tkultura - Natura mistrzem najwiêkszym Stanis³awa Mazusia02kultura - Natura mistrzem najwiêkszym Stanis³awa Mazusia02owar, w tym i sztukę.

Oczywiście, sztuka też jest towarem, i to najwyższej klasy dla milionerów, szczególnie w niepewnych nie tylko dla pieniędzy czasach, stanowiąc zawsze co najmniej stuprocentową gwarancję utrzymania przeliczalnej na walutę wartości. Bywa, że sztuka nie ma ceny, pozostaje nieprzeliczalna i właśnie z takiej kolekcji, własnej, autorskiej, „domowej”, czyli niesprzedażnej, powstała w czerwcu tego roku wystawa w Galerii Katarzyny Napiórkowskiej przy Rynku Starego Miasta w Warszawie. Skupiona głównie na portrecie i pejzażu. To niby „tematy” banalne, oklepane, znane, ale to przecież ręka mistrza decyduje o tym, czy są to inne, nowe obrazy.

A jest to po prostu – co rzadko zdarza się dziś powiedzieć – malarstwo piękne, prawdziwe, rasowe, poczęte z własnej, nieprzymuszonej woli, choć przywodzi na myśl mistrzów „powiększonego” w rozmaity sposób realizmu, jak Malczewski, Wyczółkowski, Wyspiański, van Gogh, Jean- -Baptiste-Siméon Chardin (a pewnie wielu innych dałoby się tu przywołać, ale nie w sensie naśladownictwa, tylko trzymania „ciągu” rasowego malarstwa). Natomiast z prof. Eugeniuszem Eibischem – jednym z czołowych w XX wieku realistów-kolorystów – ma tyle w stu procentach wspólnego, że był jednym z ostatnich jego uczniów na akademii warszawskiej. – Nawet była taka sytuacja – wyznaje dziś Stanisław Mazuś – że profesor Eibisch bardzo chciał, żebym to ja kontynuował na Akademii jego dzieło pedagogiczne jako nauczyciel, on marzył o tym, bo chyba widział we mnie tę siłę do ontynuacji. Marzył o tym, żeby malarstwo trwało, dlatego przez rok byłem asystentem w pracowni graficznej na Akademii (co ważne o tyle, nie tylko w założeniu profesora, że malarz bez znajomości mozolnego warsztatu graficznego nie ma szans na dobre malarstwo – przyp. H.B.). Ale tak się nie stało, ożeniłem się już na IV roku i po studiach z żoną pojechałem na Śląsk, gdzie do tej pory mieszkam. Dziś, po latach widzę, że dobrze się stało, iż nie zostałem w Warszawie, bo byłbym belfrem i nie zrobiłbym tyle, ile zrobiłem w malarstwie. A mam na koncie sześć tysięcy prac malarskich, olejnych. Kiedyś malowałem akwarelą, próbowałem różnych technik, ale jednak ta olejna, tradycyjna daje mi najwięcej możliwości i satysfakcji. – W portrecie ręka się sprawdza. Na żywo, na modelu, czy inaczej pan to robi? – pytam artystę. A on na to: – Maluję człowieka na żywo, jak go widzę, poznaję i rozmawiam z nim. Główna sprawa to budowa głowy, psychika i dusza. Gdy ja już to złapię, to resztę sobie dośpiewuję w pracowni. Maluję jednym szerokim pędzlem, na jednym rożku mam taki kolor, na drugim inny, od razu jest to tak walnięte szybkim ruchem, ale jednocześnie nigdy nie maluję naskórka. Jeżdżę po plenerach, kocham pejzaż, jestem urodzony plenerowicz, dzięki temu mogę uciekać ze Śląska, gdzie się duszę, jeżdżę po całej Polsce i też w świat, do Grecji na Cyklady, do Francji, na Ukrainę, do Meksyku, Nowego Jorku. Ale na tej wystawie są tylko obrazy z mojej domowej kolekcji, których moja żona (historyk sztuki – przyp. H.B.) nie pozwoliła mi sprzedać.

 

Hugon Bukowski

Partnerzy

abk_logo kdm_logo zpap_logo teraz_polska_logo bok_logo kt_com_logo kopd_logo mediatory_logo_2 logo_lp
zamek_krolewski_logo perly_medycyny_logo mfr_orzel2013_logo mgr_orzel2013 mpr_orzel2013 gat_2013_logo logo_pp spp_2013 egd logo
 bwl logo  thingsbulb  cbck logo orly_budownictwa_logo rig_logo_2  logo kart arena  Platforma  retail logo