Reklama
Dnia 20 kwietnia w Warszawskiej Operze Kameralnej odbyła się spektakularna premiera arcydzieła Wolfganga Amadeusza Mozarta - Uprowadzenia z seraju. Spektakl wyreżyserował Jirij Aleksandrow, na co dzień szef Opery Kameralnej w Sankt Petersburgu, artysta, który ma na koncie ponad 200 realizacji na całym świecie w tym w słynnej La Scali i nowojorskiej Metropolitan Opera. Za wielobarwne, zapierające dech w piersiach dekoracje i kostiumy odpowiada Paweł Dobrzycki, który zdradził, że część strojów i materiały do ich przygotowania przyjechały prosto z słynnej manufaktury w Stambule, tej która zaopatrywała plany takich kinowych hitów jak "Piraci z Karaibów" czy "Troja". Śpiewakami oraz orkiestrą instrumentów dawnych Musicae Antiquae Collegium Varsoviense dyryguje Marcin Sompoliński. Na pierwsze cztery spektakle bilety dawno zostały wyprzedane i jak zapewnia dyrektor artystyczny  Warszawskiej Opery Kameralnej, pani Alicja Węgorzewska-Whiskerd, spektakl wróci na tę scenę w lipcu, w czasie Festiwalu Mozartowskiego. Jesienią zobaczą go melomani w Sankt Petersburgu.
 
 
A co o tej operze mówił Maestro Amadeusz?
Powiedziałbym, że w operze poezja musi być całkowicie posłuszną córką muzyki – pisał 13 października 1781 roku w liście do ojca Leopolda,  Wolfganga Amadeusz Mozart. To wówczas intensywnie pracował nad swym nowym dziełem - „Uprowadzeniem z seraju”, na podstawie libretta dostarczonego mu przez urodzonego we Wrocławiu poetę, Gottlieba Stephanie, jednego z ojców singspielu. 
 
- Dlaczego włoskie komiczne opery są popularne wszędzie - pomimo nieszczęśliwych librett?- pytał w liście kompozytor, zrazu samemu udzielając odpowiedzi. Ponieważ w nich muzyka króluje, a kiedy się jej słucha, wszystko inne zostaje zapomniane. Opera jest skazana na sukces, gdy fabuła jest dobrze opracowana, słowa są podporządkowane wyłącznie muzyce, a nie upychane między nutami tu i tam, w taki sposób, by pasowały do jakiegoś nieszczęśliwego rymowania. Najszczęśliwiej dzieje się, gdy dobry kompozytor, który ma warsztat i jest wystarczająco przekonywujący  w sugestiach, spotyka zdolnego poetę. Ot, takiego prawdziwego feniksa. Efekt jest taki, że w tym przypadku nie należy się obawiać o brawa - nawet ignorantów – twierdził Mozart. Znamiennym jest tutaj użycie słowa feniks, którego Salzburski Mistrz używał, kiedy chciał podkreślić wyjątkowość zjawiska, jakiegoś szczególnego talentu bądź wykazać ulotność chwili. Nomen omen, zwrot ten wspaniale opisuje całe dzieło „Die Entführung aus dem Serail”, bowiem już u zarania obok walorów artystycznych, miało również lekki narodowy podtekst. Otóż zgodnie z wolą cesarza Józefa II Habsburskiego, wielkiego orędownika singspielu jako narodowej formy artystycznego wyrazu, swoistej opozycji do włoskiej opery buffa, na scenach którym patronował i które dotował z dworskiej kiesy, miano wystawiać dzieła w język niemieckim. I jak to często bywa, po kilka latach poczynań nie zwieńczonych sukcesami, których fundamentem był dobór złych kapelmistrzów, sam cesarz postanowił zwrócić się do Mozarta i poety Gottlieba Stephanie o stworzenie dzieła, które wpisze się w jego ideę wypracowania niemieckiej odpowiedzi na wszechobecną włoską operę buffa. Powszechnie znany był fakt, że zarówno Mozart jak i Józef Haydn zaciekawieni popularnością dzieł tandemu Christian Feliks Weisse (poeta) i Johann Adam Hiller (kompozytor, pierwszy kapelmistrz lipskiego Gewandhausu)  czyli protoplastów singspielu, idąc również tropem kolejnych kompozytorów: Christiana Gottloba Neefe (nauczyciel Beethovena), Johanna Antona André (kompozytor, późniejszy właściciel ponad 270 rękopisów Mozarta) i Johanna Friedricha Reichardta (kompozytor, filozof, teoretyk prawa, uczeń Immauela Kanta), którzy  eksperymentowali z tą formą, mając pełną świadomość znacznie łatwiejszego dotarcia dzieł z niemieckim tekstem do melomanów, poszli tym tropem To ułatwiło wybór cesarzowi. I jak się okazało, efektem jego niechęci do rozpychającej się łokciami włoszczyzny okazało się „Uprowadzenie z seraju”. Tematycznie nie pozostało głuche na panująca wówczas modę na wszystko co orientalne, co kojarzone było z Imperium Otomańskim. Stragany Wiednia, Berlina pełne były wówczas kolorowych tkanin, przypraw, bakalii, a wszystko co kojarzyło się odległa krainą w dodatku w otoczce odmienności religijnej i kulturowej tej krainy, budowało ciekawość. W „Uprowadzeniu z seraju” widz dostał wszystko, z czym ta tematyka się kojarzyła. Postacie zostały wręcz przerysowane jak choćby Basza Selim – groźny, despotyczny władca czy libertyn Osmin - lekkoduch nadzorujący jego harem. Również muzyka wzorowana na kapelach janczarskich dochodzi do głosu w swej zachodniej adaptacji na klasyczną orkiestrę wzbogacona o charakterystyczne instrumenty perkusyjne. 
 
Sam cykl powstawania opery mógłby być znakomitym scenariuszem filmowym, co wydaje się być pewnym znakiem rozpoznawczym nie tyle dla Mozarta ile dla jego stylu pracy. Pierwotnie „Uprowadzenie z seraju” planowane było jako opera, której premiera miała uświetnić wizytę księcia Pawła I Romanowa, późniejszego cara Rosji w Wiedniu. Było jednak zbyt mało czasu i ostatecznie Romanowa podjęto jedną z oper Christopha Willibalda Glucka, dając Mozartowi więcej czasu na dokończenie dzieła. Jak wiadomo, opłaciło się. Kompozytor długo układał jego ostateczną formę, przestawiając ansamble, arie, co więcej fakt, że Gottlieba Stephanie był postacią rozchwytywaną, nie ułatwiało mu życia: - On jest zapracowany, wszyscy chcą z nim coś robić, ale na Boga, on wybrał mnie i szczęśliwie wszystko robi tak, jak ja od niego oczekuję. Czego chcieć więcej? – pisał wówczas Mozart. 
W liście z dnia 26 września Wolfgang Amadeusz pisze do ojca:: Pierwszy akt został ukończony ponad trzy tygodnie temu, podobnie jak jedna aria w akcie II i pijacki duet "Vivat Bacchus" z tego aktu. Ale nie mogę komponować więcej, bo cała historia jest zmieniana - i, prawdę mówiąc, na moją własną prośbę. Na początku III aktu jest uroczy kwintet, a raczej finał, ale wolałbym go mieć pod koniec II aktu. Aby było to wykonalne, trzeba dokonać wielkich zmian, w rzeczywistości musze wprowadzić zupełnie nowy wątek, i przedstawiłem to Stephanie, a on po szyję jest zajęty czymś innym. Muszę się uzbroić w cierpliwość.
 
Sukces premiery (16 lipca 1782 Burgtheater w Wiedniu) był tak wielki, że zaprocentował specjalnym zaproszeniem Mozarta na salony siedziby cesarza – Hofburgu. To tam padły chętnie przywoływane słowa monarchy, w sposób osobliwy recenzujące dzieło: Zbyt piękne to dla naszych uszu drogi Mozarcie. I strasznie dużo nut! Na co kompozytor miał odpowiedzieć: Akurat tyle nut, ile trzeba.
 
Najlepszą recenzją tego, co się wydarzyło są słowa samego Johanna Wolfgang von Goethe: Wszystkie nasze wysiłki zmierzające do ograniczenia się do tego, co proste i niewydumane, poszły na marne, gdy pojawił się Mozart. „Die Entführung aus dem Serail” podbiło wszystko, a nasz starannie w tym, abyśmy napisali utwór teatralny tak doskonały jak jego, próżne – żalił się poeta.
 
Choć singspiel w twórczości Mozarta gościł już za sprawą „Bastiene i Bastienne” (1768), „Zaidy” (1780, w pewnym sensie protoplastka „Uprowadzenie z seraju”) to jednak „Uprowadzenie z seraju” uznaje się za pierwsze wielkie dzieło w tej formule, a wraz z „Czarodziejskim fletem” (1791) za kanon gatunku. I to właśnie „Uprowadzenie z seraju” było najczęściej wystawianym za życia kompozytora, jego dziełem scenicznym.
 
***
Premiera, nowe dzieło bądź nowa jego inscenizacja, to w kalendarzu każdego teatru operowego, wielkie święto. Takim dla nas, zespołu Warszawskiej Opery Kameralnej jest prezentowana, nowa wersja „Uprowadzenia z seraju”. Cieszę się, że do jej powstania przyczyniły się tak znakomite postacie jak Jurij Aleksandrow, wybitny reżyser, dyrektor i założyciel Opery Kameralnej w Sankt-Petersburgu, którego obecność staje się gwarancją zarówno nowego odczytania mozartowskiego dzieła, jednak z należytym szacunkiem wynikającym z nieprzeciętnej wiedzy i doświadczenie. Scenografia Pawła Dobrzyckiego wraz z choreografią Natalii Madejczyk, stają się godny dopełnieniem tej muzyki. Cieszę się, że mozartowskie frazy zabrzmią w sposób najbliższy oryginałowi, za sprawą znakomitych śpiewaków oraz Zespołu Instrumentów Dawnych – Musicae Antiquae Collegium Varsoviense pod batutą Marcina Sompolińskiego. Filarem fabuły mozartowskiego dzieła są różnice kulturowe i mentalne głównych bohaterów, u ich źródeł leży ciągle aktualny kontrast między kulturą chrześcijańską a islamem. Jednak Mozart ukazał tutaj wspólne wartości, niezmienne bez względu na krąg kulturowy czy religię: męstwo, miłość, uczciwość, lojalność i szacunek stojący ponad animozjami. Niech przesłanie Mozarta trwa. 
           Alicja Węgorzewska-Whiskerd - Dyrektor Artystyczny Warszawskiej Opery Kameralnej
 
mat. prasowe

Partnerzy

abk_logo kdm_logo zpap_logo teraz_polska_logo bok_logo kt_com_logo kopd_logo mediatory_logo_2 logo_lp
zamek_krolewski_logo perly_medycyny_logo mfr_orzel2013_logo mgr_orzel2013 mpr_orzel2013 gat_2013_logo logo_pp spp_2013 egd logo
 bwl logo  thingsbulb  cbck logo orly_budownictwa_logo rig_logo_2  logo kart arena  Platforma  retail logo